Tłumaczenie hasła "pijana" na fiński humalassa, kännissä, humalainen to najczęstsze tłumaczenia "pijana" na fiński. Przykładowe przetłumaczone zdanie: Zeszłej nocy Tom wrócił do domu pijany. ↔ Tom tuli eilen illalla humalassa kotiin. Wyszłam wreszcie. Byłam pijana jak bela. Jak szłam do mieszkania mojej koleżanki Iwony, to się wywaliłam i rozsypały mi się te ubrania, jak je zbierałam, to aż się zataczałam jak pijaczka. Żeby dostać się do mieszkania, to trzeba było się podciągnąć na metalowych linach czy łańcuchach jak na drążkach, bo nie było schodów. “Wyszłam na picie, jestem pijana, a tylko Michał w tej sytuacji sprawiłby, że kolana by mi zmiękły. Kocham cię i poprowadzę cię ku górze. Jesteś najlepszy, inspiracja, twórca i moja największa duma. Popłacze się przez fakt jak bardzo jestem z ciebie duma. @young_multi” Witam wszystkich,od kilku dni śledzę forum i Wasze wpisy , słuchałam nawet meetingów ( nie wiem czy dobrze napisałam) ale nie miałam odwagi się Wczoraj byłam na domówce i byłam pijana jak cholera, przyszła 3 chłopaków (jeden, który mnie kiedys wyzywał, drugi z którym miałam dosyć dobry kontakt i trzeci z którym sie znałam tylko z widzenia). W którymś momencie zaczęłam płakać i oni mnie zaczęli ogarniać, a najbardziej ten z którym sie znałam z widzenia. Tłumaczenia w kontekście hasła "Czemu pijana" z polskiego na angielski od Reverso Context: Czemu pijana poszłaś w takie miejsce? bezzebna wiem pisalas..ale powiedzialas ze rozmowa nie wystarczy..a jak z nim sie spotkam, pogadamy to co dalej? man przeciez pisalam co powiedzialam, on mi powiedzial.. powiedzialawidzisz, to ze W końcu położono mnie do łóżka mojej siostry Katie. Rano nie pamiętałam, jak się tam znalazłam". Selma wyjaśnia, że na początku nie piła po to, żeby się upić, po prostu brała "szybkie łyki, kiedy tylko pojawiał się niepokój". "Zwykle prawie w ogóle nie byłam pijana. Stałam się alkoholiczką-ekspertką, sprawnie Jak jest "pijana" po szwedzku? Sprawdź tłumaczenia słowa "pijana" w słowniku polsko - szwedzki Glosbe : full, berusad, packad. Przykładowe zdania Tłumaczenia w kontekście hasła "nim pijaną" z polskiego na angielski od Reverso Context: 9 lat temu, mój syn znalazł mnie na nim pijaną z twarzą w glebie. RUPj2. zapytał(a) o 21:22 Czy on mnie wykorzystał? mam 14 lat a on 16. od listopada kręciłam z u niego piliśmy, ostry melanż trochę byłam pijana i poszłam z nim do drugiego pokoju . Nie wiedziałam co robię on zaczął mi robić palcówkę a ja mu waliłam .Spotykałam się z nim regularnie co 2 dni . Kiedy do niego chodziłam zawsze włączał jakiś film w środku filmu zaczynaliśmy się całować, palcówki itp. nie za bardzo mi się to podobało, ale bardzo mnie to podniecało .Wmawiał mi, że mnie kocha, obrażał się na mnie za byle co, na wybaczenie zawsze chciał, żebym mu obciągała. Tylko raz się zgodziłam, bo byłam w nim po uszy zakochana . Oprócz tego pożyczał ode mnie pięniądze (obiecywał, że odda...) . pożyczył tak około 50 zł (jak nie więcej). Jakoś 10 stycznia miał wolną chatę i zaprosił mnie. Zapytał czy chcę z nim to zrobić, powiedział mi, że jeszt prawiczkiem .Nie wiedziałam co robić, lecz już gdy rzucił mnie na łóżko i zaczął całować, nie umiałam odmówić ... Potem za niecały miesiąc zaczął częściej wychodzić na dwór z kolegami .. potrafiliśmy się nie widzieć prawie 2 tygodnie . nie miał telefonu, nie było go na gg itp. od wtedy zaczęliśmy się często kłócić i rzadziej spotykać. Praktycznie byłam pewna, że spotykamy się tylko po to bym mogła mu zrobić dobrze . Nie wiem czemu, ale nic nie mówiłam.. Dziś bardzo tego żałuję, bo kilka dni temu zerwał ze mną tylko dla tego "że nie mam dla niego czasu" chociaż ja zawsze miałam dla niego czas. Co wy o tym myślicie?:( Sory za błędy ort. śpieszyłam się, ale proszę pomóżcie, nie mam komu się wyżalić :( Ostatnia data uzupełnienia pytania: 2011-04-23 21:23:35 Odpowiedzi Irraa odpowiedział(a) o 21:32 Wiesz, ciężko mi Ci przyznać rację, ale ją Cię dla niego świetną zabawką, która robiła to na co on miał akurat że był starszy imponowało Ci więc szybko dałaś się omotać a on mógł robić z Tobą co nie mówiłaś, bo myślałaś, że tak ma być, że tak wygląda miłość. Wmawiałaś sobie, że jest Ci z nim tylko, że tak na prawdę wasz związek polegał na wykorzystywaniu drugiej się, bo wiedział, że zrobisz wszystko by Ci wybaczył. Zachowywał się jak panienka z okresem a Ty spełniałaś wszystkie jego "miłością" szkoda tylko, że nie widziałaś, jak tak przeważnie gdy zrobił to z Tobą, zaczął olewać, w końcu miałto czego chciał, on dążył do tego byś poszła z nim do łóżka. Potem przestałaś się liczyć, wyrzucił Cię jak zużytą zabawkę. A pod pretekstem niemalże beznadziejnym zerwał z Tobą i wyrzucił Cię ze swoje inaczej go nie że ta przygoda nauczyła Cię, żeby ślepo nie zakochiwać się i umieć rozróżnić wykorzystywanie od miłości. Ale wiem, że to przyłości nie daj się tak traktować, nie zasługujesz na z pewnością świetną dziewczyną i masz prawo być teraz będziesz czuła wstręt do płci męskiej, ale Ci to Cię bądź ostrożniejsza.!I wiem że to banalnie zabrzmi, ale nie przejmuj jak najszybciej o tym zapomnieć, może pogadać z rodzicami o tym?Będzie Ci lepiej jak się komuś zwierzysz, nie tylko w nadzieję, że dasz sobie radę, jak nie to pisz. ; ) Zawsze możemy pogadać ! wykorzystał cię .totalny cham ale ty niestety też jesteś naiwna blocked odpowiedział(a) o 21:25 boże co za palant...oczywiście ze cie wykorzystywal ! tylko sie tobą bawił..! NaatCia odpowiedział(a) o 21:26 ojej to przykre :((Ja na twoim miejscu bym sama do niego podeszła i nakrzyczała ,za to co zrobił...Albo porozmawiałabym z mamą lub z jakąs zaufaną osobą... Współczuję Ci ;( blocked odpowiedział(a) o 21:29 lala : ) odpowiedział(a) o 21:29 jaki palant wykorzystał cie oczywiście a co innego zrobił ? -,-" blocked odpowiedział(a) o 12:01 dla czego ejsteś taka naiwna ?. ; ] . on cię faktycznie wykorzystał. jakaty sobie oinie dzieczyno robisz. Uważasz, że ktoś się myli? lub Polish Arabic German English Spanish French Hebrew Italian Japanese Dutch Polish Portuguese Romanian Russian Swedish Turkish Ukrainian Chinese English Synonyms Arabic German English Spanish French Hebrew Italian Japanese Dutch Polish Portuguese Romanian Russian Swedish Turkish Ukrainian Chinese Ukrainian These examples may contain rude words based on your search. These examples may contain colloquial words based on your search. I wasn't drunk I was not drunk never been drunk Po raz kolejny, nie byłam pijana. Nie śpiewałam w ratuszu i nie byłam pijana! Nie mam kaca Andrew, ponieważ nie byłam pijana. Choć Regina robi mocny cydr, nie byłam pijana. Well, despite how strongly Regina spiked her cider, I was not drunk. Nie byłam pijana, wiem, co widziałam. Nie byłam pijana, dziękuję wam bardzo. Nie byłam pijana, ktoś mnie naszprycował dragami. Przysięgam, nie byłam pijana. Manny, nie byłam pijana tylko chora. Wypiłam, ale nie byłam pijana. Mówiłam jej: nigdy w życiu nie byłam pijana. Ale na pewno nie byłam pijana. To znaczy, nie byłam pijana, czy coś takiego i myślałam, że dam radę prowadzić. Z tobą nie byłam pijana ani mi nie odbiło. nigdy w życiu nie byłam pijana. Czy nie byłam pijana gdy ci go oddałam? Od dawna nie byłam pijana. No results found for this meaning. Results: 26. Exact: 26. Elapsed time: 79 ms. Documents Corporate solutions Conjugation Synonyms Grammar Check Help & about Word index: 1-300, 301-600, 601-900Expression index: 1-400, 401-800, 801-1200Phrase index: 1-400, 401-800, 801-1200 fot. Adobe Stock, Руслан Галиуллин Nie wierzę, że jestem w tym samym punkcie, w którym byłam osiem lat temu. Tylko starsza i jeszcze głupsza niż wtedy. Jeszcze bardziej żałosna. Gdyby ktoś opowiedział mi tę historię, nie uwierzyłabym. Ale to ja jestem jej główną bohaterką… Wyszłam za mąż, mając 22 lata Byłam zakochana na zabój i myślałam, że Pana Boga za nogi złapałam, gdy Albert mi się oświadczył. Moje koleżanki powoli wychodziły za mąż i czułam, że na mnie też nadszedł czas. Chciałam spędzić resztę życia z tym człowiekiem. No i pragnęłam tego wszystkiego, co wiąże się ze ślubem i weselem. Białej sukni, kwiatów, przyjęcia, tortu, tańców, zabaw z didżejem. Ustalania menu, wieczoru panieńskiego, pięknych zdjęć. To naiwne, teraz to wiem, ale wtedy byłam gówniarą, a takiego romantycznego rozmachu chcą młode dziewczyny. Co prawda, nie wyprawiliśmy wielkiego wesela, ale roboty i tak było całkiem sporo. Żonglowałam kolorami, fakturami, gatunkami kwiatów i rodzajami koronki, ciesząc się jak dziecko i niecierpliwie wypatrując naszego wspólnego życia. Wiedziałam, że codzienność to nie wesele, pełne kolorów i pyszności, więc nie czułam się ani trochę rozczarowana. Nie chcieliśmy jeszcze decydować się na dziecko, zamierzaliśmy najpierw nacieszyć się małżeńskim życiem, może zwiedzimy trochę świata, a na pewno ogarniemy finanse i mieszkanie. Dla Alberta taka rzeczywistość była zbyt szara. Dlatego mnie zdradził. Dokładniej, zdradzał mnie nagminnie, z różnymi dziewczynami. Dowiedziałam się o jednej, gdy po prostu wróciłam wcześniej z pracy. Źle się czułam, miałam dreszcze i podejrzewałam, że za chwilę gorączka całkiem mnie rozłoży, więc zwolniłam się i pojechałam prosto do domu. Połknę parę tabletek, wyśpię się, a jutro po niedyspozycji nie będzie śladu – myślałam. No i zastałam mojego męża z jakąś brunetką. Gołych. W naszym łóżku. Kiedy raczyli mnie dostrzec, odbył się cały ten festiwal pisku, wstydu, zbierania ubrań i zasłaniania nimi tego i owego. – Kochanie, ja… ja ci to wszystko wytłumaczę – jąkał się Albert. – To… to nie jest tak, jak myślisz. Jola… – Aneta! – warknęła dziewczyna, zakładając sukienkę. – Nie dość, że żonaty, to jeszcze imiona mu się mylą. Wiej, kobieto! – poradziła mi i sama uciekła. A my zostaliśmy w przerażająco teraz ciasnej przestrzeni naszego mieszkania. Żadne słowa, które mój mąż z siebie wyrzucał, nie miały znaczenia. Niemal nie słyszałam, jak powtarza, że mnie kocha, że to przypadek, że go poniosło… Chwyciłam torbę, której zwykle używałam, gdy szłam na siłownię, spakowałam do niej kilka rzeczy i pojechałam do rodziców. Płakać, a także chorować, bo gorączka brała mnie coraz bardziej. Moje małżeństwo trwało niecałe 3 lata Wiedziałam, że nie wybaczę zdrady, więc zostanę rozwódką jako dwudziestopięciolatka, w wieku, w którym spora część kobiet nie miała jeszcze kandydata na narzeczonego. Płakałam cały dzień i całą noc, głaskana przez mamę po włosach. – Całe szczęście, że nie macie dzieci… Tak, ja też się cieszyłam, że nasz rozwód nie zniszczy nikomu więcej życia, choć w tamtej chwili wolałam się skupić na moim bólu, a nie na cierpieniu hipotetycznych dzieci. Rozwód uzyskaliśmy na pierwszej rozprawie. Sędzia nie miała wątpliwości wobec naszych zgodnych zeznań. No bo czemu tu zaprzeczać? Skoro został, biedny, przyłapany in flagranti? Miałam szczerą nadzieję, że nigdy więcej nie zobaczę tego „dziada”, jak o nim myślałam. Niech sobie teraz bzyka, kogo chce i gdzie chce, byle z daleka ode mnie! Długo nie mogłam się pozbierać. Czego mi brakowało, że Albert musiał szukać tego u innych kobiet? Byłam nie dość zgrabna? Nie dość ładna? Głupia? Nudna? Byłam złą żoną? Do niczego kochanką? Szukałam przyczyny w sobie, chcąc się zmienić, chcąc wyeliminować to, co we mnie szwankowało. Nie miałam ochoty na budowanie związku Najpierw musiałabym zaufać, a jak miałam zaufać obcemu facetowi, skoro miłość mojego życia zdradzała mnie i oszukiwała, do końca twierdząc, że kocha tylko mnie? Paranoja jakaś. Leczyć się dziad powinien. Z seksoholizmu. W końcu zaryzykowałam, bo ile można się katować celibatem, nie tyle fizycznym, co uczuciowym. Poszłam na jedną randkę, drugą, trzecią… Udało mi się stworzyć dłuższy związek, który jednak nie przetrwał roku. Po kolejnych dwóch falstartach poznałam Pawła i po blisko trzech latach zaczęłam myśleć, że chyba niepotrzebnie tak mocno się zarzekałam, że już nigdy nie wezmę ślubu. Z Pawłem mogłabym spędzić resztę życia. Miałam nadzieję, że on ze mną też. Wszystko na to wskazywało. Mieszkaliśmy razem, było nam cudownie w łóżku, poza nim też dobrze się układało. Napomknęłam więc pewnego razu przy kolacji, że moglibyśmy zalegalizować nasz związek, zorganizować jakąś małą uroczystość… – Chyba żartujesz, kotku? – usłyszałam w odpowiedzi. – Dobrze nam razem, nie przeczę, ale jak zaczynasz gadkę o ślubie, to pewnie zaraz zaczniesz marudzić na temat dzieci… – A co w tym złego? Moglibyśmy pomyśleć o dzieciach. Nie robię się młodsza. Mam prawie trzydzieści lat, jesteśmy razem od trzech, więc… – O, nie, myszko, tak się nie bawię. Dziękuję, ale nie. Myślę, że to jest ten czas, kiedy powinienem zmienić kurs. – Słucham? Z kim ja byłam przez ten czas?! Nie mogłam uwierzyć w to, co Paweł w tamtej chwili zrobił – wstał i zaczął pakować swoje rzeczy. Nie miał ich za wiele, był minimalistą. Trochę ubrań, parę książek, żadnych pamiątek i bibelotów. Po prostu spakował się, powiedział, że było miło, ale to już koniec naszej wspólnej drogi… i po prostu wyszedł. Nawet nie spytałam, gdzie będzie spał, gdzie zamieszka… Siedziałam przy stole, przy którym pół godziny wcześniej zamierzałam omówić plany na resztę życia, jak odrętwiała. Boże, to chyba jakiś jeden wielki, nieśmieszny żart. Paweł rzucił mnie, ot tak, bo śmiałam myśleć i mówić o wspólnej przyszłości? Po trzech latach zostawiał mnie w pięć minut? Bez żadnych wątpliwości, bez żadnego zawahania? Znowu pytałam samą siebie, co ze mną nie tak, skoro kolejny raz trafiłam na palanta? Zmarnowałam z nim czas. Dlaczego nie wyłapałam jakichś sygnałów? Dlaczego nie zapalała mi się w głowie czerwona lampka? Byłam w rozsypce. Znowu czołgałam brzuchem po dnie… I wtedy spotkałam Alberta. W knajpce. Ja siedziałam przy jednym stoliku, on przy drugim. Oto kara za to, że nie chciało mi się gotować. Miałam ochotę wyjść, ale podszedł i zapytał, czy może się przysiąść. Milczałam, co uznał za zgodę. Usiadł i od razu zaczął mnie przepraszać za tamtą sytuację, za to, że był tak głupi, że… – Było, minęło – przerwałam mu. – Lepiej powiedz, co u ciebie. Nie chciałam wspominać przeszłości, zwłaszcza przykrej. Tyle że nie bardzo miałam się czym pochwalić, nic takiego w moim życiu się nie działo. W jego też rewelacji nie było. Kilka tygodni wcześniej rozstał się z moją następczynią. Po ponad pięciu latach. Okradła go, wyczyściła konto, do którego dał jej dostęp, wyniosła z mieszkania, co tylko się dało, i zniknęła. Okej, pomyślałam, on ma gorzej, i trochę się odprężyłam. Zamówiliśmy butelkę wina, żeby opić nasze troski, pechy i nieszczęścia, a potem jeszcze jedną, bo trochę się tych żalów uzbierało. Gdy się żegnaliśmy, zakręciło mi się w głowie. Albert mnie złapał, przyciągnął do siebie, podtrzymał… A potem jakoś tak… zaczęliśmy całować się jak szaleni. Szumiało mi w głowie, ale nie byłam na tyle pijana, żeby nie wiedzieć, co robię. Tyle że nie miałam pojęcia, dlaczego to robię. Przecież to Albert, mój były mąż, ten zdradziecki dziad, któremu się myliły imiona kochanek! Ale… to był także mój Albert, którego kochałam, uwielbiałam, z którym czułam się tak wspaniale, że za niego wyszłam, który teraz bardzo żałował tego, co się stało, tego, że mnie stracił… Wylądowaliśmy w łóżku. Sześć lat przerwy nie miało znaczenia. Wiedzieliśmy o swoich ciałach wszystko, i przez dotyk niemal czytaliśmy sobie w myślach. A rano… dostałam śniadanie do łóżka. – Milenko… a może byś rozważyła… wzięła pod uwagę… mnie i ciebie, no wiesz, znowu razem? W łóżku nadal jest między nami chemia, szkoda to zmarnować. Obiecuję – uniósł dwa palce – że nigdy więcej nie dotknę żadnej innej kobiety, nawet nie spojrzę, choćby paradowała przede mną nago. Tylko daj mi ostatnią szansę. Co, Miluś? Westchnęłam. Czułam się zmęczona na samą myśl, że znowu miałabym zaczynać randkowanie z jakimś nowym facetem, bez pewności, że coś z tego wyjdzie, nie wiedząc, jakie grzeszki ma na sumieniu, jakie tajemnice skrywa, jakie cechy wylezą, gdy zamieszkamy razem. Alberta znałam. Od najgorszej strony też. Kochałam go kiedyś i być może znowu udałoby mi się go pokochać? Co szkodziło spróbować? Zgodziłam się Nie spieszyliśmy się. Na początku nikomu nie mówiliśmy o tym, że wróciliśmy do siebie, ale w końcu zaczęliśmy się razem pokazywać na rodzinnych spędach. Moja mama zbladła, gdy zobaczyła u mojego boku Alberta. Potem wzięła mnie na stronę i szeptała nerwowo: – Dziecko, oszalałaś? Już zapomniałaś, dlaczego wzięliście rozwód? Kto raz zdradził, zrobi to znowu, a to nałogowy babiarz! Byłam głucha na to, co mówiła. – Zaczynamy nowy rozdział – tłumaczyłam jej. – Teraz będzie inaczej. Jesteśmy dorośli, starsi, mądrzejsi o błędy, które popełniliśmy. Już wiemy, ile kosztowało nas to rozstanie, więc oboje będziemy się starać, by tym razem się udało. Zdawało się, że to działa, że oboje dbamy o nasz związek jak o noworodka, a ten się odwdzięcza, pięknie się rozwijając. Pół roku później wybraliśmy się do urzędu stanu cywilnego, by drugi raz wziąć ślub. Tylko my i świadkowie, nie było nawet moich rodziców, którzy… Cóż, nie wiem, czy w ogóle by przyszli. Ciągle byli bardzo sceptyczni wobec Alberta i tego, co „wyprawiamy”. Ale nie zależało nam na fecie. Wesele już było, biała suknia też. Teraz liczyła się głównie nasza odzyskana miłość. Czułam się najważniejsza na świecie, gdy Albert wypowiadał słowa przysięgi. Czułam, że tym razem naprawdę zrobimy wszystko, by nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. Minęły 2 lata. To niemożliwe Któregoś dnia mój mąż zasiedział się pod prysznicem, a jego telefon dzwonił i dzwonił. Zerknęłam, ciekawa, kto się tak dobija. „Szef2”. Odebrałam więc, chcąc uspokoić niecierpliwego przełożonego, i bardzo się zdziwiłam, gdy damski głos w słuchawce wyszeptał gorączkowo, że mąż dziś zostaje w domu, więc bzykanko odwołane. Siedziałam z telefonem w dłoni, aż Albert wyszedł z łazienki. – Twój szef dzwonił. Odebrałam, bo się dobijał… – Tak? Czego chciał? – spytał, wesolutki jak szczygiełek, wycierając włosy ręcznikiem. Wybierał się na „służbową kolację”. Aha. Już wiedziałam, jak wyglądały te kolacje i wieczorne zebrania, na które ostatnio wybierał się dość często. „Taki okres w pracy, kochanie” – tłumaczył mi. „Jak dostanę awans, to wyhamuję, a dodatkowa kasa zawsze się przyda, prawda?”. – To był szef numer dwa. Bzykanko odwołane, mąż zostaje w domu – wyjaśniłam i patrzyłam, jak zaczerwieniony od prysznica Albert gwałtownie blednie. – Rozumiem, że mój mąż w takim razie też zostaje w domu, tak? – Posłuchaj… – zaczął, ale uniosłam dłoń. – Milcz. Po prostu się zamknij. Nie zamierzałam słuchać. Znowu mi to zrobił, choć obiecywał, zarzekał się, przysięgał, choć niby kochał mnie najbardziej na świecie. Było dokładnie tak samo, jak za pierwszym razem. Byłam starsza, podobno powinnam być mądrzejsza. Tymczasem on robił ze mnie idiotkę w identyczny sposób. Mama miała rację: kto raz zdradził, zrobi to znowu Ponoć nie sposób wejść dwukrotnie do tej samej rzeki, bo woda wciąż płynie, nurt się zmienia. A jednak ja dwa razy weszłam w ten sam układ, bo Albert nic a nic się nie zmienił. Dziad. Sędzia nie mogła uwierzyć, że drugi raz złożyłam pozew o rozwód. Przyznała, że spotkała się z drugim ślubem tej samej pary, nawet kilkukrotnie, ale z drugim rozwodem już nie. I co z tego, że przyznała mi rację, iż mąż oszukał mnie dwukrotnie? Co z tego, że mnie rozumiała i orzekła rozwód po raz kolejny z jego winy? Moje serce krwawiło, dusza cierpiała, upokorzenie pozbawiało chęci do życia. Chciałam zakopać się pod ziemią i tam zostać. Było mi potwornie wstyd. Od dwóch lat dowodziłam wszystkim wokół, że nie mają racji, a tymczasem widzieli więcej niż ja. – Całe szczęście, że nie mieliście dzieci – pocieszyła mnie znowu mama. Tak, całe szczęście… Choć to oznacza, że raczej nie będę już ich mieć. Niby wiem, że mam jeszcze czas, ale chyba nigdy nikomu nie zaufam na tyle, by się zdecydować na związek i rodzicielstwo. To uczucie potwornego zawodu trudno opisać. Dawałam się oszukiwać i zdradzać osobie, która już raz mi to zrobiła. Za pierwszym razem potężnie zachwiała moim światem, moją pewnością siebie, moją wiarą w miłość. Z drugim razem je zdruzgotała. Trzeciego nie będzie, bo mogłabym tego nie przeżyć. Czytaj także:„Śmierć męża była dla mnie tragedią. Kiedy znowu się zakochałam, poczułam się jak zdrajczyni”„Ostatnio byłem kiepskim mężem, a żona, zamiast się mnie pozbyć, ożywiła nasze małżeństwo na nowo. Anioł, nie kobieta!”„Nocna mara spędzała mi sen z powiek. Mąż pod osłoną nocy zagroził mi, że >>moje dni są policzone<<” Uczciwy jak Banaś, błyskotliwy jak Suski, hojny jak Sasin, wykształcony jak Ziobro, śmieszny jak żart Dudy… Żyjemy w ciekawych czasach. Tyle się dzieje wokół nas, że nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wzbogaca się nasz ojczysty język. Niemal na naszych oczach tworzą się ciekawe związki frazeologiczne, które mają szansę przejść na stałe do naszego języka. Rządzący dostarczają nam ich tak dużo, że jest w czym wybierać. Kiedyś nie było tak łatwo jak dziś. Taki Zabłocki na przykład musiał zrobić nieudany interes i stracić sporo pieniędzy, żeby na stałe wejść do słowników wychodząc jak „Zabłocki na Mydle”. Cesarz Napoleon miał łatwiej. Wystarczyło, że obiecał przejąć długi polskie i kazał je spłacić na podstawie porozumienia w Bajonnie Księstwu Warszawskiemu, doprowadzając je w ten sposób na skraj bankructwa i mamy oto „Bajońskie Sumy”. Z tych czasów wywodzi się, niezbyt dla nas miłe określenie funkcjonujące do dziś w języku francuskim „Pijany jak Polak” (soûl comme un Polonais). Tak Francuzi mówią o kimś kto wypił za dużo i opadł z sił. Ale nie wiedzą jaka jest historia tego powiedzenia. Bo pierwotnie znaczyło coś zupełnie innego. W 1807 roku polskie oddziały złożone w dużej mierze z Wielkopolan (byli jeńcy i zbiegowie z armii pruskiej) pod dowództwem Jana Henryka Dąbrowskiego brały udział zwycięskiej bitwie pod Frydlandem. Po bitwie żołnierze Francuscy i Polscy rozpoczęli świętowanie pijąc ile wlezie. Opijanie zwycięstwa zdobycznym winem trwało trzy dni a armia była pijana w sztok. I tę niedyspozycję wykorzystali Rosjanie podejmując kontratak. Mogło dojść do pogromu, gdyby nie…Polacy. Ci widząc nadciagające niebezpieczeństwo chwycili za broń, ustawili się karnie w szeregi i jak gdyby nigdy nic wzięli się do roboty, czyli odpierania ataku. W ten sposób dali czas francuskim kolegom na dojście do siebie i wytrzeźwienie. Następnego dnia cesarz Napoleon napisał w rozkazie dziennym do swoich żołnierzy: „Jeżeli już macie pić, to pijcie jak Polacy”. „Pijany jak Polak” mówili Francuzi przez całe lata patrząc z podziwem na tych którzy potrafili pić dużo i nie upijać się. Ale z czasem pierwotne znaczenie się zatarło i teraz znaczy coś zupełnie innego. Ciekawe zatem jaki los czeka powiedzonka, które zafundowali nam swoimi nietuzinkowymi działaniami politycy partii rządzącej. Czy któreś z nich wejdzie na stałe do naszego języka i będzie oznaczać kryształową uczciwość, ponadprzeciętną inteligencję, albo altruistyczną skłonność do dzielenia się z innymi? Byle by tylko nikt za sto lat nie mówił o uczciwym, dotrzymującym zobowiązań kontrahencie „słowny jak Kaczyński”.